Jolanta Ojczyk, Business Insider: Premier Donald Tusk zapowiedział, że do 2027 r. chce, by wojsko szkoliło 100 tys. osób rocznie w ramach tzw. dobrowolnej służby? To realny cel?
Generał prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, Komendant Rejonu Zabezpieczenia Medycznego Wojsk: To ambitny, ale realny cel. Warto przyjrzeć się Szwecji i Finlandii, które już wdrożyły podobne rozwiązania. Dysponujemy odpowiednimi wzorcami i doświadczeniem, a przy dobrej organizacji i właściwych zasobach jego realizacja jest w pełni osiągalna.
Wojsko pozwoli rozwinąć umiejętności
Wielu żołnierzy narzeka, że dobrowolne szkolenia, wprowadzone w 2022 r. ustawą o obronie Ojczyzny, dezorganizują im służbę. Jedna osoba zgłasza się we wtorek, druga w czwartek, a miesiąc to za mało, by czegoś je nauczyć. Wojskowi mówią mi, że dać po takim szkoleniu droższy sprzęt niż łopata, to ryzyko.
Podstawowe przeszkolenie trwa 26 dni, a następnie można rozpocząć 11-miesięczne szkolenie specjalistyczne, ukierunkowane na konkretne zadania. Przykładowo, lekarze szkolą się w zakresie medycyny pola walki, specjaliści IT zajmują się cyberbezpieczeństwem, inżynierowie uczą się obsługi systemów łączności, a inni zdobywają umiejętności w zakresie obsługi nowoczesnego sprzętu, takiego jak drony czy pojazdy autonomiczne. Szkolenie obejmuje podstawy wojskowe, obronę cywilną i reagowanie kryzysowe, ale kluczowe są jego dalsze etapy, dostosowane do wykształcenia, doświadczenia i kompetencji rekruta.
To znaczy?
Współczesna wojna – zarówno w wymiarze kinetycznym, jak i niekinetycznym – wymaga od państwa zdolności do mobilizacji oraz elastycznego zarządzania wszystkimi posiadanymi zasobami tak, aby efektywnie reagować na potrzeby wynikające z kolejnych faz konfliktu. Przykład Łotwy, która poszła dalej niż Polska, przywracając zasadniczą służbę wojskową, pokazuje, że udział obywateli w systemie obronnym państwa nie musi wiązać się z ograniczeniami czy niedogodnościami. Może natomiast stanowić naturalny etap rozwoju zawodowego w dziedzinie bezpieczeństwa, dostosowany do aktualnych potrzeb państwa. Reforma została zaprojektowana z myślą o uzyskaniu szerokiego poparcia społecznego – po jej wprowadzeniu odsetek pozytywnych opinii podwoił się w porównaniu do okresu jej ogłoszenia przez rząd.
Teraz dobrowolną służbę przechodzi ok. 35 tys. osób rocznie. Czy warto angażować wojskowych do przeszkolenia 100 tys. przyszłych rezerwistów? Nie lepiej czas i pieniądze poświęcić na szkolenie, np. zawodowych żołnierzy?
Inwestowanie w szkolenie rekrutów wzmacnia system mobilizacyjny, m.in. poprzez ocenę ich stanu zdrowia, identyfikację kompetencji oraz ocenę doświadczenia zawodowego pod kątem możliwości jego efektywnego wykorzystania przez armię. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której aż 30 proc. rekrutów zostaje uznanych za niezdolnych do służby z powodów zdrowotnych, jak miało to miejsce w przeszłości. Dlatego kluczowe jest systematyczne monitorowanie ich kondycji za pomocą badań lekarskich i testów sprawnościowych oraz odpowiednie przygotowanie do służby poprzez programy zdrowotne i treningi fizyczne. Wojna na Ukrainie dobitnie pokazała, jak cenne jest życie każdego żołnierza. Dlatego kluczowe jest skuteczne zabezpieczenie żołnierzy poprzez odpowiednie szkolenie i przygotowanie na zagrożenia związane z konfliktem zbrojnym. Liczba rekrutów jest ważna, ale w armii XXI wieku nie gwarantuje jakości. Przeciwnie – jej obniżenie znacząco ogranicza sprawność operacyjną sił zbrojnych.
Jak powinna więc wyglądać w ogóle kwalifikacja wojskowa, w tym zdrowotna? Chyba nie tak, jak dawniej, że kandydat się rozbiera, komisja go ogląda, każe zrobić 10 przysiadów i do widzenia. Ograniczone dane trafiają do wojskowej ewidencji, a delikwent dostaje kategorie i trafia do rezerwy.
Nowoczesna kwalifikacja wojskowa opiera się na ocenie stanu zdrowia rekruta oraz identyfikacji jego kluczowych predyspozycji biologicznych, które są uwzględniane przy określaniu przydziału służbowego. Po tym etapie następuje profesjonalne szkolenie wojskowe oraz wdrożenie działań wspierających, pozwalające jak najdłużej utrzymać zdrowie oraz rozwinięte kompetencje i umiejętności na najwyższym możliwym poziomie. Na przykład operator drona musi cechować się szybkim refleksem, doskonałą koordynacją wzrokowo-ruchową, umiejętnością pracy pod presją oraz zdolnością analitycznego myślenia. Z kolei żołnierz piechoty powinien wykazywać wysoką wytrzymałość fizyczną i odporność psychiczną.
Wróćmy do dobrowolnych szkoleń. Rozumiem, że podczas rekrutacji wojsko powinno najpierw zbadać daną osobę, ustalić, co może robić i potem skierować na taki trening rozwojowy?
Z pewnością nie możemy już prowadzić rekrutacji rodem z epoki cesarza Franciszka Józefa. Dziś, każdy kandydat do służby powinien rozpoczynać ją w przekonaniu, że to, co jest jego osobistym, także czysto biologicznym kapitałem, zostanie przez armię nie tylko wykorzystane, ale dodatkowo wzmocnione poprzez indywidualnie dopasowany, oparty na solidnych fundamentach naukowych trening i szkolenie. Służba w profesjonalnej armii to nieustanny proces doskonalenia, kondycjonowania – łączenia indywidualnych aspiracji oraz zdefiniowanych potrzeb operacyjnych sił zbrojnych, które są kluczowym działaniem wyznaczającym kierunek polityki zarządzania zasobem kadrowym armii. Na przykład lekarz powinien zostać przeszkolony do działań na polu walki, a dziennikarz – w zakresie komunikacji w sytuacjach zagrożenia oraz przeciwdziałania dezinformacji w warunkach kryzysowych. Dziś wojna to nie tylko konflikt stricte militarny, to także destabilizacja polityczna czy dezintegracja społeczna.
Kogo potrzebuje współczesna armia
Jednym słowem nie chodzi jedynie o zwykłe przeszkolenie potencjalnych żołnierzy, którzy mają być rzuceni na front? Tak jak w Szwecji armię powinni tworzyć najbardziej zdolni i najlepiej wykształceni?
Współczesna armia korzysta z zaawansowanych technologii i sprzętu, które wymagają kompetencji wykraczających daleko poza podstawową znajomość pola walki. Obecnie na przeszkolenie zgłaszają się głównie osoby chcące zdobyć nowe umiejętności. To jednak nie wystarcza, ponieważ nowoczesne wojsko wymaga nie tylko podstawowego szkolenia, ale także ciągłego doskonalenia, dostosowania do dynamicznie rozwijających się technologii oraz umiejętności działania w złożonych warunkach operacyjnych. Pamiętajmy, że każda godzina poświęcona na szkolenie to godzina odebrana śmierci na polu walki. Wiedza, umiejętności i przygotowanie to tarcza, która chroni żołnierza przed losem, jaki spotyka tych, którzy nie byli gotowi.
Kogo jeszcze potrzebuje wojsko?
Potrzebujemy osób zainteresowanych rozwijaniem swoich umiejętności i kwalifikacji, zwłaszcza w obszarach cyberbezpieczeństwa, obsługi systemów bezzałogowych, analizy danych wywiadowczych, przeciwdziałania manipulacji opinią publiczną oraz obsługi zaawansowanych systemów łączności. Kompetencje te powinny znaleźć praktyczne zastosowanie w strukturach wojskowych. Współczesne konflikty zbrojne rozstrzyga nie tylko skala wykorzystania surowców i sprzętu, lecz także jakość zasobów ludzkich. Ze względu na ograniczenia demograficzne nie jesteśmy w stanie utworzyć ani utrzymać profesjonalnej, operacyjnej armii liczącej pół miliona żołnierzy. Musimy jednak zapewnić zdolność do prowadzenia działań zbrojnych przy szerokim udziale społeczeństwa. Wojnę rozpoczynają wojskowi, ale kończą cywile, którzy ponoszą jej długofalowe konsekwencje – od strat ludzkich i zniszczeń infrastruktury po destabilizację gospodarczą i społeczną. Dlatego kluczowe jest odpowiednie przygotowanie społeczeństwa do roli, jaką może odegrać w sytuacji zagrożenia, co stanowi dziś jeden z priorytetów sił zbrojnych.
Ile i za co płaci armia
Teraz za miesiąc w wojsku otrzymuje się ok. 6 tys. zł. Czy kwota na poziomie minimalnego wynagrodzenia zachęci do szkoleń osoby pracujące umysłowo, inżynierów, techników, programistów?
Uczestnictwo w systemie szkoleń, których koszt – jak pokazuje przykład z medycyny pola walki – może wynosić od 5 do nawet 27 tys. zł na osobę, to wyjątkowa okazja do bezkosztowego zdobycia specjalistycznej wiedzy i umiejętności. W tym przypadku miesięczne wynagrodzenie w wysokości 6 tys. zł stanowi jedynie formę wsparcia, rekompensującą możliwą utratę dochodów podczas zajęć. Kluczowe znaczenie ma jednak długofalowy rozwój kompetencji zawodowych i osobistych, który przekłada się na realne korzyści w przyszłości. Pozyskane umiejętności będą przydatne nie tylko w praktyce zawodowej, ale także wysoko cenione na rynku pracy, zwiększając prestiż i konkurencyjność specjalistów. Warto tu podkreślić rolę państwa, które inwestuje w szkolenie obywateli, wzmacniając potencjał obronny i tworząc długoterminowe korzyści, z których wspomniane 6 tys. zł stanowi niewielką ich część. Dla porównania, na Łotwie, o której już wspominałem, zgłaszalność do odbycia zasadniczej służby wojskowej wzrosła dzięki zaoferowaniu ochotnikom dwukrotnie wyższego żołdu.
Co z kobietami? Też powinny przejść takie szkolenia? Ostatnio Donald Tusk podkreślił, że możliwość powinien mieć każdy zainteresowany i każda zainteresowana, choć wcześniej w Sejmie wspomniał głównie o mężczyznach.
W szkoleniach wojskowych powinny uczestniczyć zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ponieważ ich celem jest wzmocnienie zdolności obronnych państwa. Włączenie kobiet, podkreślam na zasadach pełnej dobrowolności, do procesu szkoleniowego nie tylko zwiększa potencjał obronny państwa, lecz także pozwala lepiej wykorzystać różnorodne kompetencje i doświadczenia zawodowe. Wyposażenie ich w specjalistyczną wiedzę, która w warunkach wojny staje się niezbędna, to również inwestycja w ich bezpieczeństwo.
Czy wojsko powinno być obowiązkowe?
Mówił Pan o Szwecji, Finlandii, Łotwie. W tych krajach służba jest obowiązkowa. Czy powinniśmy wrócić do obowiązkowej służby wojskowej?
Dziś nie widzę potrzeby wprowadzania obowiązkowego, np. sześciomiesięcznego podstawowego szkolenia wojskowego. Musimy mieć jednak świadomość, że decyzja w tej sprawie będzie zależeć od wielu czynników. Przede wszystkim zadecydują o tym skala i poziom zagrożenia wynikające z konfliktu zbrojnego w sąsiedztwie Polski oraz nastawienie społeczeństwa wobec mniej restrykcyjnych form budowania odporności państwa, takich jak edukacja, kampanie informacyjne czy programy szkoleniowe. Doskonałym przykładem skuteczności takiego podejścia jest Finlandia, gdzie długofalowa polityka edukacyjna i społeczna oraz szeroki udział obywateli w dobrowolnych programach obronnych znacząco podniosły poziom bezpieczeństwa kraju.
W Finlandii każdy obywatel jest przeszkolony i na podstawie swoich kompetencji czy zawodu dostaje jakiś przydział. W razie zagrożenia konfliktem osoby pozostające w rezerwie wracają na treningi czy szkolenia, mają przypisane role. To rodzaj kompletnej obrony cywilnej.
Dlatego zaczynamy dziś od ochotniczego, narodowego programu szkolenia wojskowego. Jeśli uda się nam go skutecznie wdrożyć – co potwierdzi wysoki poziom społecznego zainteresowania – bardziej radykalne działania nie będą konieczne. Jeśli jednak zabraknie zaangażowania, konsekwentnej promocji szkoleń i niezbędnego wsparcia instytucjonalnego, a globalne napięcia i zagrożenia hybrydowe jeszcze wzrosną, możemy stanąć przed trudnym wyborem: czy wolność osobista jest dla nas ważniejsza niż wspólne bezpieczeństwo i suwerenność kraju, od których zależy przyszłość obecnego i następnych pokoleń Polaków? Dziś mamy szansę działać świadomie i odpowiedzialnie. Im szybciej zrozumiemy swoją w tym rolę, tym większy wpływ będziemy mieli na przyszłość – zanim wybór stanie się koniecznością, a nie opcją.
Autor: Jolanta Ojczyk
Źródło: Busines Insider Polska 14 marca 2025, 6:14