Przejdź do menu Przejdź do treści

Noc terroru w Paryżu. Lekarze jak na wojnie

13 listopada 2015 r. Piątkowy wieczór w Paryżu — ulice i kawiarnie pełne ludzi. Nagle wybuchy, strzały, chaos. Terroryści atakują w pięciu miejscach, w tym w sali koncertowej Bataclan, gdzie biorą zakładników i wysadzają się w powietrze. W tym czasie na pobliskim stadionie trwa mecz z udziałem prezydenta. Ewakuacja mogłaby skończyć się tragedią — na trybunach jest niemal 80 tys. osób.

„Meczu nie przerwano, bo w razie paniki ludzie mogliby się stratować” — mówi płk dr n. med. Radosław Tworus, kierownik Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii Wojskowego Instytutu Medycznego, zacytowany przez Serwis Zdrowie.

 

Lekarze paryskich szpitali zderzyli się tej nocy z sytuacją jak z frontu wojennego. „Przywieziono 52 rannych, głównie młodych ludzi. Najpierw trzeba było oddzielić lżej poszkodowanych od tych wymagających natychmiastowej operacji. Przez całą noc trwały zabiegi ratujące życie” – wspomina jeden z lekarzy. Prof. Philippe Juvin, szef oddziału ratunkowego w Europejskim Szpitalu Georges’a Pompidou, podkreśla, że najtrudniejsze było decydowanie, kto otrzyma pomoc w pierwszej kolejności. „Nie mam 50 sal operacyjnych w szpitalu” – mówi.

 

Wojna i ataki terrorystyczne — wyzwanie dla służby zdrowia

Wojna w Ukrainie pokazała, jak ważne jest przygotowanie szpitali, ratowników i administracji zdrowotnej na sytuacje ekstremalne – od braków kadrowych, przez niedobory leków i sprzętu, po konieczność podejmowania dramatycznych decyzji. Czy polski system jest na to gotowy?


„Wyobraźmy sobie podobny atak w centrum Warszawy, w piątkowy wieczór. Czy potrafilibyśmy się zorganizować?” –  pyta prof. Tworus. Po zamachach w Paryżu w akcję ratunkową zaangażowano w pierwszych godzinach 2 tys. funkcjonariuszy, a w kolejnej dobie już 10 tys. osób. Uruchomiono specjalny program tzw. biały raport, który analizuje bezpieczeństwo i wskazuje luki w systemie ochrony. W takich sytuacjach oprócz medyków potrzebny jest cały sztab zarządzający akcją ratunkową. „Każdy z nas chce wiedzieć, kto podejmie decyzję i wskaże kierunek działania” – podkreśla płk Tworus.

 

Trauma, stres i ratowanie życia — codzienność ratowników medycznych

W noc ataku w Paryżu do pracy ściągnięto tysiące osób, często z domów, w trudnych warunkach komunikacyjnych. Potrzebni byli nie tylko lekarze, ale i personel informacyjny dla rodzin rannych i zabitych.
„Najważniejsze, by informacje przekazywały osoby kompetentne. Nie ma nic gorszego niż fałszywa nadzieja” – mówi polski lekarz. Bilans zamachów: 128 zabitych, 180 rannych, w tym 80 bardzo ciężko. Dominowały obrażenia typowe dla wojny – rany postrzałowe, urazy wybuchowe. Skutki psychiczne: najczęściej ostra reakcja na stres.

 

Wojna — permanentny stres i nowe wyzwania

Atak terrorystyczny to jedna noc traumy. Wojna to nieustanny stres i nowe wyzwania. Walki w Ukrainie wprowadziły nowy rodzaj broni – drony, które powodują liczne, ciężkie urazy. Brakuje możliwości szybkiej ewakuacji, jaką zapewniały śmigłowce w Afganistanie – ryzyko zniszczenia sprzętu jest zbyt duże.

„Doświadczenia z Afganistanu nie sprawdzają się w Ukrainie. Tam personel medyczny musi codziennie mierzyć się z ekstremalnymi warunkami” – ocenia prof. Tworus. Na wojnie liczy się szybkie dowiezienie rannego do szpitala – nie ma czasu na walkę z bakteriami. Powszechne są też urazy mózgu i zaburzenia psychiczne, nie tylko PTSD, ale także reakcje lękowe na dźwięk drona.

 

Bezradność i uraz moralny — największe zagrożenie dla medyków

Ekstremalne urazy, codzienność śmierci i bezradność wobec liczby rannych prowadzą do wypalenia zawodowego, cynizmu i utraty empatii. „Lekarz jest przyzwyczajony do krwi i śmierci, ale najgorzej znosi bezradność, gdy musi wybierać, komu pomóc. To rodzi dylematy moralne” – tłumaczy psychiatra.

 

Po kryzysie psychicznym możliwy powrót do normalności

Jak podaje Serwis Zdrowie, co czwarty dorosły Polak przechodzi w życiu poważny kryzys psychiczny. Powrót do normalności jest jednak możliwy – zapewniają psychiatrzy. Podczas wojny personel medyczny doświadcza permanentnego zagrożenia, co prowadzi do błędów, konfliktów, uzależnień i absencji chorobowej. Nawet 40 proc. personelu po masowych zdarzeniach ma objawy zaburzeń zdrowia psychicznego.

 

Jak przygotować medyków do pracy w ekstremalnych warunkach?

Eksperci podkreślają znaczenie silnego przywództwa, zintegrowanych zespołów i wsparcia grupowego. „Muszę mieć pewność, że kolega rozumie sytuację tak samo jak ja. Inaczej pojawią się konflikty i napięcia” – mówi prof. Tworus. Niezbędne są szkolenia, wypracowanie standardów działania i budowanie odporności psychicznej personelu. Ważne jest także odpowiednie zaplecze ratunkowe i przygotowanie na pracę w trudnych warunkach np. podczas wybuchów czy awarii sprzętu.

 

Jak radzić sobie z niepokojem i traumą?

W warunkach wojennych, gdy zagrożone jest także życie kolegów, kluczowe staje się działanie automatyczne — bez analizowania, by oszczędzać siły. To wymaga perfekcyjnego wyszkolenia i znajomości procedur.
Pomocą może być tzw. debriefing psychologiczny – interwencja kryzysowa, która pomaga „wentylować” emocje i zapobiegać stresowi pourazowemu. „Jeśli będziemy żyli w przekonaniu, że nas to nie dotyczy, nie poradzimy sobie, gdy to się wydarzy” – podsumowuje prof. Tworus.

 

Źródło: Medonet.pl